wiadomości muzyczne
Najnowsze newsy ze świata muzyki!
wiadomoscimuzyczne.pl
biura rachunkowe
biura rachunkowe
ksiegowa24.pl
Opony Matador
Testy Matador. Ceny opon Matador
opony
Kasyno
Opis gier z kasyna internetowego
kasyno.edu.pl
ślub i Wesele
Wesele i ślub
slub.zafriko.pl
Papugi
Sprzedaż hodowla import Ptaków.
papugi.xmc.pl

alveo alveo alveo | Pozycjonowanie Stron Operacja

Przebudzenie

wrzesień 25th, 2008

Krew ledwie się teraz sączyła przez dziurę w czaszce. Po pierwszej gwałtownej strudze ciśnienie wywierane na mózg znacznie się zmniejszyło. Spojrzał na lewe oko Emmy. Źrenica była wciąż rozszerzona. Ale kiedy w nią zaświecił, miał wrażenie ? a może tylko mu się zdawało ? że jej skraj lekko zadrżał, jak cofający się ku środkowi krąg czarnej wody. Będziesz żyła, pomyślał. Opatrzył ranę gazą i podłączył nową kroplówkę ze sterydami i luminalem, żeby pogłębić śpiączkę i uchronić mózg przed dalszymi uszkodzeniami. Następnie założył elektrody EKG na jej klatkę piersiową i dopiero wtedy zacisnął staże na własnym ramieniu i wstrzyknął sobie dawkę ranawirusa. Albo zabije ich oboje, albo oboje ocali. Wkrótce się o tym przekona. Na monitorze EKG serce Emmy pokazywało miarowy rytm zatokowy. Wziął jej rękę w swoją i czekał na jakiś znak. Gordon Obie wszedł do centrum kontroli stacji i przyjrzał się dyżurującym przy konsolach mężczyznom i kobietom. Na przednim ekranie ISS kreśliła sinusoidę na mapie świata. W tym momencie, na algierskiej pustyni, oglądający przypadkiem nocne niebo wieśniacy mogli podziwiać szybującą po nim dziwną gwiazdę, jasną niczym Wenus. Gwiazdę różniącą się od innych, ponieważ nie stworzyli jej wszechmocni bogowie ani siły natury, lecz krucha ręka człowieka. A na tej sali, pół świata od algierskiej pustyni, siedzieli jej strażnicy. Dyrektor lotu, Woody Ellis, pozdrowił Gordona smętnym skinieniem głowy. Minęły trzy dni i stan Emmy nie uległ żadnej zmianie. Gordon westchnął i ruszył wzdłuż tylnego rzędu do konsoli lekarza lotu. Todd Cutler, nieogolony i wymizerowany, śledził na ekranie dane biotelemetryczne Emmy. Ciekawe, kiedy on ostatnio spał, pomyślał Gordon. Wszyscy gonili resztkami sił, ale nikt nie chciał przyznać się do klęski. To były słowa, które wielu z nich powtarzało od kilku tygodni. Nigdy nie miałem z czymś takim do czynienia. To coś nowego. Coś, z czym nigdy przedtem się nie spotkaliśmy. Ale czyż nie na tym właśnie polega eksploracja? Że nie sposób przewidzieć wszystkich kryzysów, że każdy nowy problem wymaga nowego podejścia? Że każdy triumf zbudowany jest na klęsce? A oni mogli jednak odnotować pewne triumfy. Apogee II wylądowała bezpiecznie na pustyni w Arizonie i Casper Miilholland negocjował obecnie pierwszy kontrakt firmy z siłami powietrznymi. Po spędzeniu trzech dni na pokładzie ISS Jack był nadal zdrowy ? co wskazywało, że ranawirus był zarówno lekiem, jak i środkiem zabezpieczającym przeciwko chimerze. Sam fakt, że Emma jeszcze żyła, też można było uznać za triumf. Choć może tylko chwilowy. Gordon z głębokim smutkiem obserwował rytm jej EKG na ekranie. Jak długo serce może bić, kiedy nie działa już mózg? Jak długo ciało może trwać w śpiączce? Obserwowanie powolnego konania tej niegdyś żywej jak iskra kobiety było bardziej bolesne, niż gdyby był świadkiem jej nagłej śmierci. Nagle wyprostował się ze wzrokiem utkwionym w monitorze. Przenikliwy wizg kardiomonitora obudził nagle uśpionego proszkami Jacka. Lata medycznej praktyki, niezliczone spędzone w dyżurce noce nauczyły go budzić się natychmiast z najgłębszego snu i otwierając oczy, dokładnie wiedział, gdzie się znajduje. Wiedział, że coś jest nie w porządku. Obrócił się tam, skąd dobiegał dźwięk, i przez krótką chwilę poczuł się zdezorientowany tym, co zobaczył. Emma wisiała twarzą w dół pod sufitem. Jedna z elektrod EKG odłączyła się i unosiła w powietrzu jak falujące pod wodą pasmo morskich wodorostów. Obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i wszystko wróciło do normy. Założył z powrotem elektrodę. Jego własne serce zabiło szybciej, kiedy obserwował monitor, bojąc się tego, co może ujrzeć. Z ulgą zobaczył na ekranie normalny rytm. A potem ? coś jeszcze. Rozchwianie linii. Ruch. Spojrzał na Emmę. I ujrzał, że ma otwarte oczy.

Operacja

wrzesień 25th, 2008

Wyjął z apteczki nożyczki i maszynkę do golenia, wziął jej włosy w garść i zaczął je ścinać. Twoje piękne włosy. Zawsze kochałem twoje włosy. Zawsze Cię kochałem. Następnie ogolił miejsce nacięcia na lewej skroni. Włosy, których nie ściął, zgarnął do góry i odsunął na bok, żeby nie zanieczyściły miejsca operacji. Taśmą klejącą przymocował głowę Emmy do stołu. Pracując coraz szybciej, przygotował narzędzia. Ssak. Skalpel. Gazę. Spryskał wiertła środkiem dezynfekującym i wytarł je alkoholem. Założył sterylne rękawiczki i wziął do ręki skalpel. Dłonie pociły mu się pod lateksem, gdy wykonywał nacięcie. Krew pociekła po skórze, zbierając się w łagodnie puchnący bąbel. Starł go gazą i ciął głębiej, aż ostrze dotknęło kości. Zrobienie dziury w czaszce oznacza wystawienie mózgu na wrogi świat mikrobiologicznych najeźdźców. Mimo to ciało ludzkie jest odporne; może wytrzymać najbardziej brutalne urazy. Powtarzał to sobie, robiąc karb w kości skroniowej i ustawiając końcówkę wiertła. Starożytni Egipcjanie i Inkowie wykonywali trepanację czaszki przy użyciu najbardziej prymitywnych narzędzi i nikt nie myślał wówczas o zachowaniu sterylności. To było możliwe. Maksymalnie skoncentrowany, zaczął nawiercać kość. Kilka milimetrów za głęboko i może uszkodzić mózg. W ciągu sekundy zniszczeniu ulegną tysiące drogocennych wspomnień. Może też rozerwać tętnicę oponową środkową, z której tryśnie niedająca się zatrzymać fontanna krwi. Co pewien czas przerywał, żeby zaczerpnąć powietrza i sprawdzić głębokość otworu. Powoli. Powoli. Nagle poczuł, jak ustępuje ostatnia warstwa kości i wiertło przechodzi na wylot. Z sercem podchodzącym do gardła delikatnie wyjął je z otworu. Na zewnątrz natychmiast zaczął się formować bąbel krwi. Odetchnął z ulgą, widząc, że jest ciemnoczerwona ? żylna, nie tętnicza. Ciśnienie wywierane na mózg Emmy już teraz powoli się zmniejszało: krew, która zgromadziła się w czaszce, wypływała przez świeży otwór. Odessał bąbel, przyłożył gazę, żeby wchłaniała nadal sączący się strumyk krwi, po czym zaczął wiercić w czaszce kolejne, układające się w krąg dziury. Kiedy kończył ostatnią, miał zdrętwiałe ręce i twarz zlaną potem. Sięgnął po śrubokręt i młotek z kulistym noskiem. Niech to się uda. Niech to ją uratuje. Używając śrubokrętu zamiast dłuta, delikatnie podważył kość. A potem zaciskając zęby, odłupał okrągły fragment czaszki. Trysnęła krew. Większy otwór pozwolił jej wreszcie uciec na zewnątrz i stopniowo wylewała się z czaszki. Wylewało się coś jeszcze. Jajeczka. Ich grudka wypadła przez otwór i zawisła drżąc w powietrzu. Jack odessał ją i umieścił w próżniowym słoju. Na przestrzeni dziejów najgroźniejszymi wrogami człowieka były zawsze najmniejsze formy życia. Wirusy. Bakterie. Pasożyty. A teraz wy, pomyślał Jack, patrząc na słój. Ale potrafimy was pokonać.

Życiodajna dawka

wrzesień 25th, 2008

Zapiął pasy na piersiach i biodrach Emmy, unieruchamiając jej tułów. Jej głowa waliła o nosze, oczy stanęły w słup. Twardówki były jaskrawoczerwone. Podaj jej natychmiast wirusa. Nie czekaj z tym ani chwili dłużej. Staza wisiała na ramie noszy. Oderwał ją i zawiązał na jej dygoczącym ramieniu. Musiał użyć całej siły, żeby odgiąć jej łokieć i odsłonić żyłę. Zębami zdjął korek ze strzykawki, po czym wbił jej igłę w ramię i wcisnął tłoczek. Staza zdążyła odpłynąć, przypominając mu dobitnie, że w stanie nieważkości wszystko, co nie jest umocowane, szybko ucieka spod ręki. Złapał ją i założył z powrotem na ramię Emmy. Jack wpatrywał się w żonę. Nie umieraj mi teraz. Błagam cię, Emmo. Jej kręgosłup powoli wiotczał. Skurcz karku osłabł i głowa przestała walić o nosze. Oczy obróciły się do przodu i widział teraz tęczówki, dwie ciemne plamki na podbiegłych krwią twardówkach. Kiedy ujrzał jej źrenice, jęk wydarł mu się z gardła. Lewa źrenica była całkowicie rozszerzona. Czarna i martwa. Spóźnił się. Emma konała. Wziął jej twarz w dłonie, jakby samą siłą woli mógł ją uleczyć. Zanosząc kolejne błagania, wiedział jednak, że nie uzdrowi jej dotykiem ani modlitwą. Śmierć jest procesem organicznym. Ustają powoli funkcje biochemiczne, zamiera ruch jonów pomiędzy błonami komórkowymi. Fale mózgowe spłaszczają się. Rytmiczne skurcze komórek sercowych przechodzą w drżenie. Pobożne życzenia nie wystarczą, żeby utrzymać człowieka przy życiu. Ale Emma nie była jeszcze martwa. Jeszcze żyła. Jack spojrzał na rozszerzoną lewą źrenicę Emmy i przypomniał sobie nagle leżącą na szpitalnym wózku Debbie. Nie uratował jej. Czekał zbyt długo, żeby podjąć jakieś kroki, i stracił ją przez swój brak zdecydowania. Ciebie nie stracę, pomyślał. Jack wypłynął z modułu służbowego i obijając się ponownie o ściany i obudowę włazów, ruszył do węzła numer 1. Ręce drżały mu, kiedy otwierał regał. Wyciągnął trzy torby i dopiero na czwartej zobaczył napis: ?Elektryczna wiertarka/wiertła/nasadki?. Złapał jeszcze jedną torbę ze śrubokrętami oraz młotkiem i wystartował z powrotem do modułu służbowego. Opuścił Emmę tylko na chwilę, lecz obawa, że zastanie ją martwą, dodawała mu skrzydeł. Wciąż oddychała. Wciąż żyła. Przymocował torby do stołu i wyjął wiertarkę. Przeznaczona była do napraw i prac konstrukcyjnych przy budowie stacji, nie do zabiegu neurochirurgicznego. Teraz, gdy trzymał ją w dłoni i uświadomił sobie, co ma zrobić, ogarnęła go panika. Miał operować w niesterylnych warunkach, narzędziem nadającym się do wiercenia stalowych płyt, nie ludzkich kości. Spojrzał na Emmę, leżącą bezwładnie na stole, i pomyślał o tym, co znajdowało się pod sklepieniem jej czaszki. Pomyślał o szarych komórkach, w których zmagazynowane były wspomnienia, marzenia i emocje całego życia ? wszystko, co tworzyło jego niepowtarzalną Emmę. Wszystko to teraz umierało.

Najważniejsza jest precyzja

wrzesień 25th, 2008

Był to jego pierwszy kosmiczny spacer. Niedoświadczony i niezgrabny, nie potrafił ocenić, z jaką szybkością zbliża się do celu. Rąbnął o kadłub modułu mieszkalnego z taką siłą, że o mało od niego nie odpadł. W ostatniej chwili złapał za uchwyt. Pośpiesz się. Ona umiera. Łapiąc kurczowo oddech i czując, jak robi mu się niedobrze ze strachu, zaczął wspinać się po kadłubie modułu. Jack, tu mówi lekarz usłyszał w słuchawkach przejęty głos Todda Cutlera. ? Nie miałeś z nami kontaktu przez dwa dni. Musisz wiedzieć kilka rzeczy. Emma wzięła ostatnią dawkę gonadotropiny przed pięćdziesięcioma pięcioma godzinami. Od tego czasu jej wyniki ustawicznie się pogarszały. Amylaza i kinaza kreatynowa gwałtownie podskoczyły. Podczas ostatniej rozmowy skarżyła się na ból głowy i zaburzenia wzroku. To było przed sześcioma godzinami. Nie wiemy, w jakim jest teraz stanie. Jack otworzył właz i wgramolił się do śluzy załogowej. Zanim zamknął właz za sobą, jego wzrok padł na Apogee II. Zaczynała się już oddalać. Jedyna szalupa ratunkowa wracała do domu bez niego. Przekroczył punkt, z którego nie było powrotu. Zamknął i uszczelnił właz. Cutler nie odpowiedział. Jego milczenie było wystarczająco wymowne. Ciśnienie w śluzie kabinowej osiągnęło poziom 14 funtów na cal. Jack otworzył środkowy właz i dał nurka do śluzy wyposażeniowej. Pospiesznie zerwał rękawice, wyswobodził się ze skafandra i zdjął kombinezon chłodzący. Z zapinanych na zamek błyskawiczny kieszeni Orlanu-M wyjął opakowania z lekami oraz gotowymi strzykawkami z ranawirusem. Trząsł się teraz ze strachu, nie wiedząc, co zobaczy wewnątrz stacji. Otworzył wewnętrzny właz. I spełniły się jego najgorsze obawy. Emma unosiła się w półmroku węzła, niczym pływak w ciemnym morzu. Tyle że ten pływak tonął. Jej kończyny poruszały się w rytmicznych spazmach. Konwulsje wstrząsały kręgosłupem, głowa latała do przodu i do tyłu, włosy fruwały jak postronki bicza. Była w agonii. Nie, pomyślał. Nie pozwolę ci umrzeć. Do diabła, Emmo, nie możesz mnie opuścić. Objął ją w pasie i zaczął ciągnąć w stronę rosyjskiej części stacji. W stronę modułów, w których wciąż było zasilanie i światło. Jej ciało dygotało niczym przewód, przez który płyną potężne ładunki prądu. Była taka mała, taka krucha, lecz przepływająca przez nią siła mogła z łatwością wyrwać ją z jego ramion. Nieważkość była dla niego czymś nowym. Próbując zataszczyć ją do rosyjskiego modułu służbowego, obijał się bezradnie o ściany.

Sprzeciw

wrzesień 25th, 2008

Gordon widział, że dalsze ukrywanie prawdy nic nie da. Zaskoczony Profitt umilkł. Patrzył na konsolę i na monitory, na których płynął strumień danych. Sekundy mijały, a on myślał o swojej własnej żonie, Amy, umierającej w szpitalu Bethesda. Pamiętał, jak biegł przez terminal lotniska w Denver, żeby zdążyć na następny lot do domu, pamiętał swoją rozpacz, gdy zdyszany stanął przy wyjściu i zobaczył startujący samolot. Myślał o desperacji, która musiała napędzać Jacka McCalluma, i o bólu, jakiego zazna, będąc tak bardzo blisko celu i widząc, jak się od niego nieubłaganie oddala. To nie zaszkodzi nikomu tutaj, na Ziemi, pomyślał. Nikomu oprócz Jacka McCalluma, który dokonał wyboru, zdając sobie w pełni sprawę z konsekwencji. Jakie mam prawo, by mu w tym przeszkodzić? Gordon Obie kiwnął głową. Jack zawisł na skraju nieskończoności. Żaden trening w basenie nie przygotował go na ten chwytający za trzewia lęk, na paraliż, który ogarnął go, gdy patrzył w pustkę przestrzeni. Otworzył właz prowadzący do przegrody ładunkowej i pierwszą rzeczą, jaką zobaczył przez ziejące otworem rozsuwane drzwi, była Ziemia unosząca się w przyprawiającej o zawrót głowy otchłani. Nie widział stacji; znajdowała się nad statkiem, poza jego polem widzenia. Żeby do niej dotrzeć, powinien wypłynąć przez otwarte drzwi modułu ładunkowego i okrążyć Apogee. Najpierw jednak musiał zignorować głos instynktu, który kazał mu cofnąć się do śluzy powietrznej. Odetchnął głęboko i zaczął przygotowywać się do tego, by puścić właz i powierzyć ciało przestrzeni. Głos w słuchawkach kompletnie go zaskoczył. Nie spodziewał się żadnego kontaktu z Ziemią. Fakt, że w Houston otwarcie wymienili jego imię, oznaczał, że cała tajemnica wyszła na jaw. Sześć godzin, pomyślał. Co mogło wydarzyć się w ciągu sześciu ostatnich godzin? Wystartował przed dwoma dniami. Tyle trwało dogonienie stacji przez Apogee II oraz wykonanie manewrów zbliżeniowych. W tym czasie, odcięty od wszelkiej łączności, nie miał pojęcia, co dzieje się na stacji. Nie! Natychmiast puścił właz i dał nurka do otwartej przegrody ładunkowej. Nie! Złapał za uchwyt i wygramolił się przez rozsuwane drzwi na zewnątrz. Stacja kosmiczna ukazała się nagle w całej okazałości, dokładnie nad jego głową, tak wielka i rozległa, że przez chwilę zaparło mu dech z podziwu. Nagle ogarnęła go panika. Gdzie jest śluza powietrzna? Nie widzę śluzy! Tyle było modułów, tyle baterii słonecznych, rozciągających się na płaszczyźnie dwóch piłkarskich boisk. Nie mógł się zupełnie połapać. Rozmiary stacji kompletnie go oszołomiły. A potem zobaczył ciemnozieloną kapsułę Sojuza. Znajdował się pod rosyjską częścią stacji. Wszystkie fragmenty natychmiast złożyły się w całość. Pobiegł wzrokiem ku części amerykańskiej i rozpoznał moduł mieszkalny. W jej górnym końcu znajdował się Węzeł numer 1, do którego przylegała śluza powietrzna. Wiedział już, dokąd się skierować. W tym momencie musiał zdać się na los szczęścia. Korzystając wyłącznie z odrzutowego silniczka SAFER, miał przemierzyć pustą przestrzeń bez żadnej liny, bez żadnego zakotwiczenia. Uruchomił silniczek, odepchnął się od Apogee II i wystartował w stronę stacji.